Reporterzy "Przeglądu Sportowego" i programu TVN "Superwizjer" być może wykryli kolejną aferę w Polskim Związku Narciarskim. Tym razem głównym bohaterem jest prezes - Paweł Włodarczyk. Jak ujawnili dziennikarze, w nagranej przez nich rozmowie, pośrednik handlowy PZN-u przyznaje się do wręczenia łapówki prezesowi. Pośrednikiem tym jest Piotr Metlenga, właściciel firmy Metlenga Media.
Biznesmen oświadczył, iż osobiście wręczył Włodarczykowi 120 000 PLN łapówki za umowę sponsorską z grupą Lotos. Dodatkowo na antenie TVN ogłosił, że Włodarczyk często brał od niego mniejsze sumy na prywatne konto. W rozmowach telefonicznych w obawie przed podsłuchem nie używali zwrotów "pieniądze" lecz "zdjecia Małysza", które oznaczało 1000 złotych. Mimo wszystko wpadli.

"Włodarczyk do mnie dzwonił i skamlał o pieniądze. Mówił, że potrzebuje szybko, bo chce wykupić wspólnika w swojej prywatnej firmie. Raz przyjechał rannym pociągiem, wziął pieniądze i półtora godziny później wyjechał następnym. Czasami nie był ostrożny – jak mu się spieszyło, to wysyłane były pieniądze na konto. Z pięć przelewów... mam potwierdzenia" - oznajmił Metlenga w rozmowie towarzyskiej z dziennikarzem, nie spodziewając się, że jest nagrywany ukrytym magnetofonem. Prezes mówił: "Ciężko jest, masz dla mnie te zdjęcia Małysza. A ile ich chcesz? Dwadzieścia, trzydzieści" – pytałem. "A ile masz?" – odpowiadał – słychać na taśmie.

Superwizjer TVN w niedzielnym programie ewidentnie pokazał jakie straty z tytułu niekorzystnych posunięć związku mają polskie sporty zimowe. Umowy ze sponsorami zawierane były przez niepotrzebnych pośredników, którzy brali ogromne prowizje. I tak firma Metlengi dostała aż 600 000 PLN za 1,5 milionowy kontrakt z Lotosem. Wcześniej niekorzystne umowy podpisywano z pośrednikami umów z Pocztą Polską. Do dziś także nie wiadomo jak PZN mógł nie wzbogadzić się na Małyszu, skoro Edi Federer zrobił na nim interes życia? Austriak kilka lat temu kupił prawa do kombinezonu Adama za komórkę i dwa samochody... Po sukcesach Małysza połowę własności odsprzedał związkowi za 500 000 PLN...

"Jestem pomówiony" - tłumaczył Paweł Włodarczyk, sugerując, że cała sprawa może być zemstą któregoś z biznesowych partnerów PZN. Zapytany wprost, czy wziął łapówkę, odpowiedział: - "Proszę mnie nie pytać o takie rzeczy (..) Nigdy żadnych pieniędzy nie brałem".

Tymczasem rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie, Bogusława Marcinkowska zapowiedziała, że w najbliższych dniach postawi kilku osobom zarzuty w sprawie zawierania niekorzystnych umów przez PZN z firmą Sportmarketing Ediego Federera. Zdaniem prokuratury straty PZN można określić na kwotę około 4 mln zł. W śledztwie przesłuchano do tej pory szereg świadków: członków zarządu PZN oraz komisji rewizyjnej. Czy TVN i Przegląd Sportowy dodadzą do tego prywatę prezesa? Przekonamy się niedługo. Pamiętajmy jednak, że w Polsce, zanim komuś coś się nie udowodni istnieje (przynajmniej teoretycznie) domniemanie NIEWINNOŚCI.


autor: Janusz Kożusznik