Za nami niezwykle emocjonujący pierwszy dzień indywidualnych zmagań o tytuł mistrza świata w lotach. Po wczorajszej szokującej wpadce Kamila Stocha, dziś polski sztab szkoleniowy mógł odetchnąć z lekką ulgą. Pierwsze dwie serie na skoczni Kulm były przyzwoite w wykonaniu biało-czerwonych.
Najlepiej z Polaków spisał się Dawid Kubacki. Dwa skoki powyżej dwustu metrów, rekord życiowy (208 m) i piętnasta lokata w zawodach - to lista dzisiejszych skalpów mieszkańca Szaflar.

- Nigdy nie uważałem siebie za wybitnego lotnika. Widać tu pracę, którą wykonałem. Spodziewałem się, że będzie lepiej niż na poprzednich mistrzostwach, bo jednak zmiana stylu na tej skoczni powinna najbardziej procentować. Ja to czuję, bo te skoki są coraz lepsze. Mam nad nimi coraz większą kontrolę, nie ma takiego chaosu, jak to bywało wcześniej. Jestem z tych prób bardzo zadowolony. Loty ponad 200 metrów są bardzo przyjemne, do tego udało się poprawić życiówkę. Ja się po prostu cieszę - z uśmiechem na twarzy mówił Kubacki.

Kolejną okazję do poprawy swojego rekordu życiowego będzie miał już jutro. Być może zawalczy też o pierwszą dziesiątkę mistrzostw (traci do niej 11,3 punktu), bo - jak sam przyznaje - może skakać lepiej.

- Myślę, co jeszcze poprawić w skokach, żeby dołożyć kilka metrów. Skoki podobają mi się na progu, ale na dole jeszcze trochę brakuje. Nie umiem powiedzieć, czy to jest kwestia szczęścia do warunków, czy może da się zrobić coś innego w locie i to przyniesie lepszy efekt.

Dobry występ zanotował również Klemens Murańka. Reprezentant Polski po pierwszej serii zajmował 21. miejsce. W drugiej próbie nasz skoczek ze względu na padający śnieg miał słabą prędkość na progu, a ta z kolei przełożyła się na odległość - 174,5 metra.

- Brakowało trochę szczęścia, te skoki też nie były takie super. Tu wystarczy naprawdę delikatny wiatr pod narty i te metry uciekają. Widać było po skokach ostatnich zawodników w drugiej serii, że gdy nie ma warunków, to jest ciężko. Ogólnie cieszę się, bo w moich skokach jest poprawa - mówił Murańka.

Nie zawiódł również Stefan Hula, który w tym sezonie przyzwyczaił kibiców do regularnych występów w czołowej trzydziestce zawodów. Mimo przeciętnej drugiej próby - 164,5 metra - skoczek ze Szczyrku sklasyfikowany został na przyzwoitym 22. miejscu.

- Jestem zadowolony z pierwszego skoku, bo był fajny; ten drugi trochę gorszy, ale nie było tak fajnych warunków jak w pierwszej serii. Trudno, szkoda, mogłem w drugiej serii lepiej skoczyć - wtedy inaczej to by wyglądało, a tak mogę być z siebie w połowie zadowolony - mówił Hula.

Ze swoich podopiecznych zadowolony był Łukasz Kruczek. Niezłe skoki Polaków są niewątpliwie światełkiem w tunelu przed niedzielnymi zmaganiami drużynowymi.

- Chłopaki zrobili swoje. Skakali swoje skoki - to, co do znudzenia powtarzamy. Na tym polega właśnie dobra rywalizacja. W drugiej serii mieliśmy trochę mniej szczęścia, jeśli chodzi o warunki - zwłaszcza w przypadku Stefana i Klimka - jednak skoczyli przyzwoicie. Cieszą dobre skoki Kubackiego. To są już skoki z ikrą i to zaczyna być Dawid, którego oglądaliśmy w sezonie letnim - podsumował dzisiejsze zmagania Łukasz Kruczek.