Dla Władisława Bojarincewa loty na obiekcie Kulm to pierwsze spotkanie z mamucią skocznią w życiu. W piątek Rosjanin ustanowił swój rekord na poziomie 190 metrów...
Po Turnieju Czterech Skoczni przyszedł czas na pierwsze w tym sezonie loty narciarskie. Młody Władisław Bojarincew zajął w niemiecko-austriackiej imprezie 35. miejsce.

- Nie jestem zadowolony z osiągniętego rezultatu - przyznał Rosjanin. - Trener Matjaz Zupan powiedział mi jednak, że 35. miejsce dla debiutanta imprezy to bardzo dobry wynik. Te słowa mnie ucieszyły - dodał.

Rosyjskim skoczkom zarzucano brak odpowiedniego przygotowania psychicznego. O ile w przypadku Michaiła Maksimoczkina można przyznać rację, to o Bojarincewie nie można tak powiedzieć.

- Jestem dobrze przygotowany technicznie oraz psychicznie do skakania. Nawet widząc tylu kibiców podczas turnieju nie denerwowałem się za bardzo przed skokami. Nie miałem szczęścia, popełniałem też błędy. Moim słabym punktem jest lądowanie - zaznaczył dwudziestolatek.

Zawody na mamucim obiekcie Kulm są dla Bojarincewa pierwszym spotkaniem z lotami narciarskimi.

- Chcę po prostu spróbować, co oznacza „prawdziwe latanie” - mówił przed konkursami. - To będzie mój debiut. Wiem, że na mamucie nie można popełnić ani jednego błędu. Na mniejszych skoczniach można to jeszcze skorygować - przechodząc z jednej fazy skoku do drugiej. Na takim obiekcie jak w Bad Mitterndorf cały skok tworzy jedność, najmniejszy błąd powoduje złamanie odpowiedniego rytmu. Loty są świetną okazją, aby poprawić jakość skoku - ocenił Bojarincew.

21-letni Rosjanin od siedmiu tygodni startuje w zawodach Pucharu Świata. Ma prawo czuć się zmęczony ciągłym udziałem w konkursach.

- Na razie nie czuję zmęczenia, wręcz przeciwnie. Przed mistrzostwami świata chciałbym startować w jak największej liczbie konkursów, aby poprawić jakość swoich skoków - zakończył.